W Polsce wyrasta nam od kilku lat nowa moda: samozwańczy strażnicy Teksasu. Każdy z nas zna kogoś, kto montuje w samochodzie trzy kamery „na wszelki wypadek”, komuś innemu ogród zdobi zestaw monitoringu obejmujący pół osiedla, jeszcze inny sąsiad obserwuje ruch na drodze publicznej, a później z zapałem archiwizuje każdy kadr. I oczywiście, z jednej strony można w tym dostrzec pewien przejaw obywatelskiej troski o bezpieczeństwo. Z drugiej jednak to także realne ryzyko naruszania cudzej prywatności, a przede wszystkim przetwarzania danych osobowych bez jakiejkolwiek podstawy prawnej. Najnowsza decyzja Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych pokazuje, że granice takiego „społecznego zaangażowania” są bardzo wyraźne. I biegną dokładnie tam, gdzie kończy się nasza nieruchomość.
Prezes UODO, Mirosław Wróblewski, wydał decyzję nakazującą – w terminie 7 dni od jej doręczenia – wstrzymanie przetwarzania danych osobowych za pomocą rozbudowanego monitoringu wizyjnego. System instalacji należał do jednego z właścicieli prywatnej posesji, ale rejestrował nie tylko jego ogród, lecz również drogę publiczną, sąsiednie działki, a nawet okno toalety w pobliskim budynku.
Skalę problemu pokazują skargi mieszkańców: kilkanaście kamer nagrywało obraz i dźwięk całą dobę, a nagrania – jak podnosili – były gromadzone bez ich zgody. Lokatorzy mówili wręcz o poczuciu nękania i ciągłej inwigilacji, która towarzyszyła im w codziennym życiu.
Co istotne, UODO próbował wezwać właściciela monitoringu do złożenia wyjaśnień. Ten jednak dwukrotnie nie odebrał korespondencji, co nie mogło sparaliżować działań organu. Prezes ocenił więc sytuację na podstawie materiału dowodowego: zeznań świadków, nagrań oraz własnych ustaleń. I uznał skargi za w pełni udowodnione.
Kluczowe w tej sprawie jest rozróżnienie między monitoringiem instalowanym „na własne potrzeby” a monitoringiem, który sięga dalej. RODO, co do zasady, nie stosuje się do przetwarzania danych osobowych przez osoby fizyczne w ramach czynności czysto osobistych lub domowych (art. 2 ust. 2 lit. c RODO). Ale ten wyjątek ma granice bardzo wąskie, co od lat podkreśla Trybunał Sprawiedliwości UE.
Prezes UODO przypomniał w swojej decyzji kluczowy wyrok TSUE z 11 grudnia 2014 r. (C-212/13). Trybunał stwierdził tam jednoznacznie:
To samo dotyczy urządzeń, które nagrywają nieprzerwanie, z możliwością przechowywania obrazu na nośnikach takich jak dyski twarde.
W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś montuje kamerę wyłącznie w swoim domu czy ogrodzie – dla ochrony własnego mienia – nie podlega obowiązkom wynikającym z RODO. Ale jeśli ta sama kamera rejestruje przechodniów, kierowców czy sąsiadów, wyjątek przestaje działać. I zaczynają obowiązywać przepisy o przetwarzaniu danych osobowych: podstawa prawna, zasady minimalizacji, obowiązek informacyjny itd.
W sprawie „wścibskiego sąsiada” taka podstawa prawna nie istniała. Dlatego UODO nakazał zaprzestanie przetwarzania danych, a jedynym realnym dowodem wykonania decyzji będzie fizyczne usunięcie kamer albo trwałe ustawienie ich tak, by obejmowały wyłącznie posesję właściciela.
Najbardziej znaczący element decyzji dotyczył jednak tego, jak monitoring był wykorzystywany. Okazało się, że nagrania służyły właścicielowi m.in. do inicjowania postępowań o wykroczenia przeciwko innym osobom. Prezes UODO podkreślił, że troska o porządek publiczny jest zadaniem organów państwa, a nie indywidualnych mieszkańców wyposażonych w systemy CCTV.
Monitoring prywatny nie może służyć śledzeniu innych ludzi, dokumentowaniu ich zachowań ani tym bardziej budowaniu prywatnych „arsenałów dowodowych”. Policji nie zastąpi ani kamera na płocie, ani zestaw kamer na garażu, ani dobre intencje.
Właściciel posesji nie ma kompetencji do tego, by monitorować przestrzeń publiczną, kontrolować zachowania innych mieszkańców czy wykrywać naruszenia prawa. Takie działanie – nawet jeśli motywowane „poczuciem misji” – jest sprzeczne z RODO i z zasadą, że każdy podmiot prywatny może przetwarzać dane tylko wtedy, gdy ma w tym uzasadniony interes lub inną właściwą podstawę. A w przypadku monitoringu ingerującego w życie innych osób po prostu jej nie ma.
Nowa decyzja Prezesa UODO potwierdza coś, co wielu właścicieli domów i mieszkań zdaje się pomijać: prawo do prywatności nie kończy się na naszym płocie, a monitoring prywatny nie daje licencji na obserwowanie świata. W dobie powszechnej dostępności systemów CCTV łatwo przekroczyć granicę między dbaniem o bezpieczeństwo własnej rodziny a nieuprawnionym ingerowaniem w życie innych osób.
Jeżeli kamerę trzymamy na własnym terenie, nie ma problemu. Jeśli zaczynamy zaglądać nią na cudzą posesję, chodnik czy ulicę, już go mamy. A sąsiad, choćby najbardziej zaangażowany obywatelsko, nie jest i nie będzie organem ścigania. I całe szczęście.
Nasza kancelaria od lat wspiera klientów we wdrażaniu RODO — od audytów zgodności, przez projektowanie polityk i klauzul informacyjnych, po kompletne wdrożenia monitoringu wizyjnego zgodnego z prawem. Pomagamy tak ułożyć procesy, aby zapewniały bezpieczeństwo danych, realną ochronę mienia i pełną zgodność z przepisami — bez ryzyka decyzji UODO.
Radca prawny, Rzecznik ds. europejskich znaków towarowych